wtorek, 1 lipca 2014

Informacja: przeczytaj, żeby nie było nieporozumień.

Hej, kochani! Chciałam Was poinformować, że od jutra (środa, 2 lipca) do 11 lipca (piątek) nie będzie rozdziału, ponieważ wyjeżdżam na obóz taneczny z moją szkołą tańca. Jeśli będzie internet w hotelu, to oczywiście będę czasem wchodzić przez telefon, ale dobry rozdział pisze się w swoim zacisznym, spokojnym pokoju, na innym urządzeniu niż telefon. Mam nadzieję, że rozumiecie :) 
Kocham i przesyłam milion buziaków!
Universer^^

PS. Daję Wam praktyczną fotkę, którą możecie spamować naszej kochanej Lodo :)

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 2

León spacerował tak, i spacerował, aż podniósł wyżej głowę i zorientował się, że nie wie gdzie jest, a na pewno jest daleko od hotelu. Obrócił się kilka razy, aż doświadczył przykrego faktu, iż nie było nikogo kogo mógłby spytać o drogę. W końcu, kto włóczy się po mieście około godziny dwudziestej drugiej? Błądził bezsensownie, aż w końcu uświadomił sobie dość oczywisty fakt: przecież miał telefon!
- Ty głupku, czemu o tym nie pomyślałeś! - zganił sam siebie.
Kiedy już wyjął komórkę, zastanowił się chwilę, czyj numer wybrać. Właściwie trochę podświadomie, trochę nieświadomie wybrał numer Fran. Już miał wcisnąć słuchawkę, kiedy ekran telefonu zgasł. Czyżby bateria się rozładowała?! W takim momencie?!
Westchnął zrezygnowany i usiadł na ławce.
*W hotelu*
Zdenerwowana Włoszka chodziła po pokoju i syczała pod nosem:
- Gdzie on się włóczy po nocach?! Chce mnie doprowadzić do rozstroju nerwowego?! I jeszcze telefonu nie odbiera!
- Co tam mruczysz? - spytała Violetta odrywając się na chwilę od telefonu, na którym wisiała od pół godziny rozmawiając z Diego.
- Nic... - odpowiedziała lekceważąco - ... co mogłoby cię obchodzić - dodała w myślach. 
Dziewczyna wzruszyła ramionami i przyłożyła komórkę do ucha.
Tymczasem Francesca dalej zagryzała wargi, aż w końcu odłożyła komórkę, i powiedziała do ,,przyjaciółki":
- Wychodzę. Gdyby się ktoś pytał, poszłam do sklepu po coś niezbędnego.
I wyszła. Na wszelki wypadek wzięła mapę, a w telefonie włączyła GPS. Szła ulicą długo, aż wreszcie kobieca intuicja podpowiedziała jej skręcić w prawo. Znalazła tam Leona siedzącego na ławce. Odetchnęła z ulgą, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Jednak po chwili otrząsnęła się i podbiegła do niego.
- Tu jesteś, ty... - i tu padły wszystkie z możliwych obelg i przezwisk - Nie wiesz jak ja się denerwowałam!... - tu zaś nastała długa awantura Franceski, którą także szkoda pisać.
Mimo całego krzyku, na twarzy Leóna gościł cały czas uśmiech.
*W studiu*
- Jak to? To wspaniale! Nie zdajesz sobie sprawy, jak to świetnie! Ludmiła może się zmienić! Muszę powiedzieć dziewczynom, Marco, Leónowi...
- NIE! - zagrzmiała tak, że aż zadrżał - Nie możesz nikomu powiedzieć! Powierzyłam ten sekret TYLKO tobie, i mam nadzieję, że go utrzymasz! A teraz nie rozmawiajmy o tym, proszę!
Chłopak uśmiechnął się chytrze i powiedział:
- Dobrze, więc pogadajmy o Ezequielu... tak zdaje się miał na imię?
Twarz Naty zrobiła się czerwona trochę ze wstydu, trochę ze złości. 
Ezequiel to chłopak, z którym chodziła zanim dostała się do Studia. Kochała go naprawdę bardzo, i może byłaby z  nim po dziś dzień, gdyby nie okazało się, że.... ma dziewczynę. Maxi podsłyszał jak mówiła to Ludmile, i opanowała go niesamowita zazdrość. Dokuczał jej teraz przy każdej możliwej okazji. 
Ale.... wojna to wojna!
- Ach tak, wiesz... Andres opowiedział mi niedawno niesamowitą historię! Wiesz o kim była?
- No? O kim? 
- O Laurze i Andrei! Opowiadał, że jakiś raper zarywał do jego siostry! Rozumiesz to?! Podobno był w niej TAK zakochany, że aż śpiewał jej serenadę pod oknem!
- Ach tak? - mruknął pod nosem.

- A wiesz jak było z Andreą? - Naty nie ulegała, była bezlitosna - Zakochał się w niej i był z nią, a okazało się, że chciała tym tylko spowodować zazdrość też jakiegoś RAPERA... a nawet więcej...
- DOBRA, poddaję się! - jęknął, a na twarzy jego bogini pojawił się triumfalny uśmiech.
- A wynagrodzisz mi to jakoś? - powiedziała powoli.
Maxi podszedł od tyłu, złapał ją w talii i zamruczał do ucha:
- Może przejdziemy się po parku w świetle księżyca...
Ona kołysząc się w jego ramionach, przymrużyła oczy i powiedziała:
- Mów dalej...
- I zaśpiewamy naszą ulubioną piosenkę...
- Mhm...
- I dam ci bukiet twoich ulubionych kwiatów...
- Może wybaczę.... muszę to zobaczyć... - odparła zaczepnie i puściła do niego oko.
I tak, Maxi spełnił swoją obietnicę.


Kiedy kogoś szczęście wypełnia po brzegi, kiedy uśmiech nie schodzi mu z ust, w tym samym czasie kogoś łzy bezustannie płyną po bladych, zimnych jak lód polikach. W tym samym czasie czyjaś twarz chowa się w rękach i łka bez końca. 
Ona tam stała. Stała sama, chowała twarz w rękach i łkała. A jej łzy płynęły po polikach. Oczy płonęły nienawiścią, smutkiem, goryczą...... i pragnieniem miłości. Złociste, miękkie i potargane włosy opadały ciężko na ramiona, a czerwone jak krew usta zaciskały się ze złością. Nagle poczuła czyjeś ręce na swoich biodrach. Ktoś gwałtownie ją obrócił i spojrzał jej prosto w oczy. Podniósł rękę i wytarł łzę. Następnie przyciągnął ją do siebie. Trzymając ją w objęciach, wyszeptał dwa najpiękniejsze słowa na świecie.

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 1

Przystojny brunet o nieco melancholijnych oczach przechadzał się ulicami pięknego Madrytu. Chciał odetchnąć od wiecznie otaczających go problemów, i wybrał dobrą porę i dobre miejsce. Wieczorami Madryt mógł hipnotyzować. Niekiedy kolorowe światła i muzyka wydobywały się z pięknych budynków, a innym razem latarnie magicznie oświetlały pustą ulicę. Wydawać by się mogło, ze ulica ta była wtenczas pusta... Wcale nie! Madryt nawet późną porą tętnił życiem!
A więc brunet ten, któremu na imię było León, miał aktualnie ogrom problemów. Przydzielono mu zadanie taneczne z byłą dziewczyną, która go nienawidziła, choć wiedziała, że on ją kocha. On, ona, jej aktualny chłopak i przyjaciółka wyjechali do Madrytu, a ONA na każdym kroku pokazuje, jak bardzo kocha Diego, chłopaka. Francesca, przyjaciółka, pomaga mu jak może, ale niestety to nic nie daje. 
Dzisiejszy obiad jedli sami z Francescą, bo zakochanej parze zachciało się pójść na romantyczną obiado-kolację. Uśmiał się z historii, którą mu opowiedziała. Szczerze mówiąc, przez ostatnie wydarzenia odkrył we Francesce cechy, których przedtem nie znał. Na przykład jej poczucie humoru... albo gracja i powab z jakimi się porusza. 
Szedł więc, aby uporządkować wszystkie te sprawy. W jego głowie panował mętlik. Czy rzeczywiście znów tak bardzo kocha Violettę? Czy to może przyzwyczajenie? Może dawny ogień między nimi wygasł.....? W takim razie dlaczego serce mu bije na jej widok? Być może to ze stresu.... Tyle jest spraw, których nie umiał wyjaśnić, a to przeszkadzało Leónowi Verdas. 

Tymczasem w Buenos Aires na terenie Studia On Beat trwała zażarta... ni to kłótnia, ni dyskusja zakochanych w sobie.

- Jak to nie wiesz? - pytał zdenerwowany Maximilian Ponte.
- Nie, wiem... tylko że... - Natalia zawahała się.
- Co?!
- Nie...
- Nie chcesz mi powiedzieć! Rozumiem... 
- Maxi! Czy gdyby Andres, Leon albo Broduey powierzył ci sekret, zdradziłbyś mi go?!
- No jasne, że nie!
- Więc właśnie!
- Co właśnie? 
- To jest sekret Ludmiły, więc nie mogę ci go zdradzić.
- A jeśli to jakiś sekret o zniszczeniu kogoś?
- Nie, to o wiele delikatniejsza sprawa.
- Więc tym bardziej mi powiedz!
- No dobrze... - Naty złożyła ręce w tubę nad uchem Maxiego i wyszeptała: Ludmiła zakochała się w Federico. 

Nie wiedzieli, że w czasie ich sprzeczki zakończonej sukcesem Maxima, wspomniana Ludmiła siedziała w sali tanecznej i płakała, a jej łzy spływały po polikach z równym rytmem, jak krople deszczu spadały po szybie. Czy swobodna miłość, szczęście i śmiech były jeszcze możliwe na świecie? Ach, śmiech! Jedyny jaki znała to sztuczny i szyderczy. Miłość? Udawana, i tylko po to, by wzbudzić czyjąś zazdrość. Szczęście? O szczęściu w ogóle nie było mowy. Przed oczami stanęło jej wspomnienie małej, nieśmiałej dziewczynki. Stała w kącie i pokornie przyjmowała ciosy niani. Matki nie obchodziła, o ojcu nawet nie warto mówić. Według niani Luisy była rozpuszczonym dzieckiem nie wartym innych słów niż ,,Głupia! Bachor! Rozpieszczona! Chodź tu! Słyszałaś ty mnie, dziewucho?!" Już nigdy nie była nieśmiała i nie poddawała się szybko. Nigdy nie obdarzyła nikogo szczerym uśmiechem, nigdy też nikogo szczerze nie pokochała... Aż zjawił się ON i musiał wszystko zepsuć! MUSIAŁ zakłócić jej nietykalną, ostrą jak cierń przestrzeń. Dotychczas nikt jeszcze nie próbował zdjąć tej dziwnej osłony, pod którą się kryła. Dopóki on się nie pojawił... 

sobota, 14 czerwca 2014

Witajcie!

Hej! Założyłam bloga, i jak zapewne zauważyliście, będzie on o postaciach z serialu ,,Violetta" tylko NIE o samej Violetcie, bo ona mnie denerwuje i to niesamowicie ;D Będzie Leoncesca, Naxi i Fedemiła :) Mam nadzieję, że spodobam Wam się ja i moje opowiadanie :) Aktualnie staram się o nowy szablon, więc jeśli możecie, to podajcie mi kilka dobrych stron, jeśli możecie :) Z góry dzięki, i pozdrawiam!
L.