czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 1

Przystojny brunet o nieco melancholijnych oczach przechadzał się ulicami pięknego Madrytu. Chciał odetchnąć od wiecznie otaczających go problemów, i wybrał dobrą porę i dobre miejsce. Wieczorami Madryt mógł hipnotyzować. Niekiedy kolorowe światła i muzyka wydobywały się z pięknych budynków, a innym razem latarnie magicznie oświetlały pustą ulicę. Wydawać by się mogło, ze ulica ta była wtenczas pusta... Wcale nie! Madryt nawet późną porą tętnił życiem!
A więc brunet ten, któremu na imię było León, miał aktualnie ogrom problemów. Przydzielono mu zadanie taneczne z byłą dziewczyną, która go nienawidziła, choć wiedziała, że on ją kocha. On, ona, jej aktualny chłopak i przyjaciółka wyjechali do Madrytu, a ONA na każdym kroku pokazuje, jak bardzo kocha Diego, chłopaka. Francesca, przyjaciółka, pomaga mu jak może, ale niestety to nic nie daje. 
Dzisiejszy obiad jedli sami z Francescą, bo zakochanej parze zachciało się pójść na romantyczną obiado-kolację. Uśmiał się z historii, którą mu opowiedziała. Szczerze mówiąc, przez ostatnie wydarzenia odkrył we Francesce cechy, których przedtem nie znał. Na przykład jej poczucie humoru... albo gracja i powab z jakimi się porusza. 
Szedł więc, aby uporządkować wszystkie te sprawy. W jego głowie panował mętlik. Czy rzeczywiście znów tak bardzo kocha Violettę? Czy to może przyzwyczajenie? Może dawny ogień między nimi wygasł.....? W takim razie dlaczego serce mu bije na jej widok? Być może to ze stresu.... Tyle jest spraw, których nie umiał wyjaśnić, a to przeszkadzało Leónowi Verdas. 

Tymczasem w Buenos Aires na terenie Studia On Beat trwała zażarta... ni to kłótnia, ni dyskusja zakochanych w sobie.

- Jak to nie wiesz? - pytał zdenerwowany Maximilian Ponte.
- Nie, wiem... tylko że... - Natalia zawahała się.
- Co?!
- Nie...
- Nie chcesz mi powiedzieć! Rozumiem... 
- Maxi! Czy gdyby Andres, Leon albo Broduey powierzył ci sekret, zdradziłbyś mi go?!
- No jasne, że nie!
- Więc właśnie!
- Co właśnie? 
- To jest sekret Ludmiły, więc nie mogę ci go zdradzić.
- A jeśli to jakiś sekret o zniszczeniu kogoś?
- Nie, to o wiele delikatniejsza sprawa.
- Więc tym bardziej mi powiedz!
- No dobrze... - Naty złożyła ręce w tubę nad uchem Maxiego i wyszeptała: Ludmiła zakochała się w Federico. 

Nie wiedzieli, że w czasie ich sprzeczki zakończonej sukcesem Maxima, wspomniana Ludmiła siedziała w sali tanecznej i płakała, a jej łzy spływały po polikach z równym rytmem, jak krople deszczu spadały po szybie. Czy swobodna miłość, szczęście i śmiech były jeszcze możliwe na świecie? Ach, śmiech! Jedyny jaki znała to sztuczny i szyderczy. Miłość? Udawana, i tylko po to, by wzbudzić czyjąś zazdrość. Szczęście? O szczęściu w ogóle nie było mowy. Przed oczami stanęło jej wspomnienie małej, nieśmiałej dziewczynki. Stała w kącie i pokornie przyjmowała ciosy niani. Matki nie obchodziła, o ojcu nawet nie warto mówić. Według niani Luisy była rozpuszczonym dzieckiem nie wartym innych słów niż ,,Głupia! Bachor! Rozpieszczona! Chodź tu! Słyszałaś ty mnie, dziewucho?!" Już nigdy nie była nieśmiała i nie poddawała się szybko. Nigdy nie obdarzyła nikogo szczerym uśmiechem, nigdy też nikogo szczerze nie pokochała... Aż zjawił się ON i musiał wszystko zepsuć! MUSIAŁ zakłócić jej nietykalną, ostrą jak cierń przestrzeń. Dotychczas nikt jeszcze nie próbował zdjąć tej dziwnej osłony, pod którą się kryła. Dopóki on się nie pojawił... 

2 komentarze:

  1. O jejku, jejku, jejku... Stworzyłaś jakieś cudeńko<33333
    I wybacz mi, że dopiero teraz komentuje rozdział ale tak jakoś wyszło xD
    Czekam na jakąś akcję z Fedemiłą *,*
    Z niecierpliwością oczekuję na kolejny rozdział <3333
    Całuję ;**********

    |Nikita|

    Ps. Wyłącz weryfikacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :***
      Kochana jesteś ;D
      PS. Mam włączoną? XD

      Usuń